Miesiąc

W pierwszym tygodniu byłam przerażona. Po pierwszym weekendzie chciałam wracać do domu. Po pierwszym miesiącu, biorąc głęboki oddech w porannej śnieżycy, stwierdzam że dziś jest ciepło.
Zaaklimatyzowałam się. 

Oczywiście przesadzam z tą śnieżycą. Zwykły śnieżek, zaledwie kilka centymetrów białego puchu. Ale w Polsce „zima zaskoczyła kierowców” byłoby tematem dnia.

Lista rzeczy które mnie zachwyciły, jako dorosłego człowieka na nowo odkrywającego Montreal (starego zgreda w wieku lat 20, ale to inna kwestia):

1. Jest czysto.
Zachwycam się jak Michael Fleischer Katowicami. Ale to prawda. Paskudnych graffiti (z tego miejsca przepraszam wszystkich artystów) jest jak na lekarstwo.
Za to prawdziwych perełek sztuki miejskiej – multum. 
Dodatkowo Montreal ma nową kategorię śmieci – kompost. Także teraz muszę ogarniać recykling, kompost i zwykłe śmieci (helpunku, jestem pierdołą i nie ogarniam czasami). 

2. Komunikacja miejska.
I nie chodzi tylko o metro, ale o całość. Nie wejdziesz do autobusu czy metra bez biletu. No nie i już. Wszyscy grzecznie jeden po drugim wchodzą drzwiami od kierowcy (autobus), a do metra są bramki (akurat to w Warszawie też mamy, ha!). To czego nie mamy to kultura – ludzie CZEKAJĄ aż inni wysiądą, dopiero potem wchodzą. Magia. Coś co pasuje też do poprzedniego punktu — czystość. „Jak żul jedzie tramwajem to tramwaj jedzie żulem”. Tu tego nie ma. Na własne kaprawe ślepia widziałam jak dwóch kulturalnych policjantów uprzejmie zajęło się takim przypadkiem. Można? Można. 

3. Uprzejmość i życzliwość. 
Żarty z przepraszających Kanadyjczyków mają brodę dłuższą niż mój brat (co w sumie nie jest trudne…), ale to prawda – ludzie są tu szalenie mili. Kupowałam krem w tutejszej wersji Rossmanna i ekspedientka zafrasowana spytała, czy bym nie chciała kupić dwóch bo będzie taniej. Niby norma w sprzedaży, ale po tym jak jej powiedziałam że nie znam kosmetyku, więc nie chcę kupować na zapas, zaczęła mnie wypytywać o to skąd jestem i spędziłyśmy dobre 30 minut na rozmowie. Na koniec życzyła mi powodzenia i doradziła, żebym z kupowaniem kurtki poczekała na Boxing Day (jakbym nie wiedziała, ale wciąż).

Innym razem starsza pani zapytała mnie, czy nie jest mi zimno w uszy, bo jakby co ma zapasową czapkę (oczywiście swojej nie miałam). W Polsce starsi ludzie prędzej cię zbluzgają, niż zaproponują czapkę. Btw. starsi ludzie w komunikacji miejskiej w godzinach szczytu – populacja -700.

Tą sytuację powinnam opisać przy autobusach, ale początkowo „zrobiło mi to dzień”, więc niech będzie tu. Otóż wracając z pracy wieczorem byłam zajęta smsami i przegapiłam mój przystanek (dosłownie o metr czy dwa). Akurat stałam przy wyjściu obok kierowcy, więc wcisnęłam ‚stop’, zastanawiając się „GDZIE JEST KURWA NASTĘPNY PRZYSTANEK TY KRETYNKO”, tymczasem kierowca zagadał czy tu chciałam wysiąść. Po moim zrezygnowanym potwierdzeniu podjechał do krawężnika i otworzył drzwi. Chciałam go wtedy ucałować, taka byłam zaskoczona (biorąc pod uwagę wszystkich złośliwych kierowców z Wrocławia..). Później rodzina wyjaśniła mi, że po zmroku kobiety mają prawo wyjść pomiędzy przystankami (o ile nie naraża to kierowcy na niebezpieczeństwo). Fantastyczny pomysł, proszę takich więcej!
>Jedyne co mnie denerwuje to brak rozkładu autobusów na przystankach. Fajnie, że mogę sprawdzić w internecie, SZKODA TYLKO ŻE NIE MAM INTERNETU W TELEFONIE FFS. I nie chodzi o godziny (te wiszą). Nie wiesz gdzie jedzie dany autobus? Ojej, trudno. 



Jak na razie to tyle, bo trochę przegapiłam dobranockę XD (wińcie PWN, to oni uznali że to słowo).